Tłumaczenie

poniedziałek, 19 października 2015

2.

- Wychodzisz?
-  Tak.
- Gdzie?
- Jak to gdzie? Mam misję.
- Iść z tobą?
- Nie! To robota dla mnie.
-Myślałem, że ta laska dała ci kosza.
- Mi nikt nie daję kosza, stary. Spokojnie, mam czas. Dobra, nara.
- Nara.
Wyszedłem z domu i postanowiłem pojechać autobusem. Nie byłoby rozsądnym zabrać samochód. Gdy w końcu dotarłem pod dom nieznajomej, usiadłem obok żywopłotu. Miałem szczęście, bo  dziewczyna akurat wychodziła z domu. Postanowiłem pójść za nią. Przez chwilę starałem się, żeby Ula nie miała okazji mnie zobaczyć. Gdy oddaliła się ona od domu, stwierdziłem, że czas z nią porozmawiać. Podbiegłem do idącej nastolatki, złapałem ją za rękę i energicznie odwróciłem. Ula przeraziła się widząc moją twarz.
- Miło cię znowu widzieć.
- Skąd wiedziałeś, że tu będę? Śledziłeś mnie?
- Ja? Skąd! Tylko przechodziłem.
- Zostaw mnie- dziewczyna obróciła się energicznie.
- Poczekaj- złapałem ją za nadgarstek.
- Puść mnie!- nastolatka wyrwała swoją dłoń i zaczęła uciekać. 
Nie chciałem odpuścić, więc ruszyłem za nią. Ta wzmogła bieg i ledwo dawałem radę nie zgubić jej w tłumie. Widać było, że jest wysportowana. W końcu nie wytrzymałem i schowałem się za krzewem, mając nadzieję, że dziewczyna przystanie. Ujrzałem, że ogląda się ona za siebie, a nie mogąc mnie zobaczyć, zwalnia. W końcu tempo jej chodu było normalne. By nie zdradzić swojego położenia, zachowałem odległość. Dziewczyna najwyraźniej niczego nie zauważyła, bo nadal szła w powolnym tempie. Nagle zatrzymała się przed jakimś budynkiem, a po chwili weszła do środka. Gdy pobiegłem w to miejsce, okazało się, że był to szpital. Szybkim krokiem wszedłem do środka by nie zgubić nieznajomej. Po przejściu korytarza, ujrzałem Ulę, wchodzącą do jednej z sal. Podążając za jej śladem dotarłem tam gdzie ona. Zajrzałem przez uchylone drzwi. Na łóżku szpitalnym leżała dziewczyna. Wyglądała na 16- 17 lat. Co dziwne z wyglądu przypominała Ulę. Musiały być rodziną. Spojrzałem w stronę Uli. Jej twarz była blada i smutna. Dziewczyna trzymała za rękę nieprzytomną pacjentkę. Wyglądała na bardzo zdruzgotaną. Postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej i podszedłem do recepcji. 
- Dzień dobry.
- Dzień Dobry.
- Chciałem się zapytać o Ulę Strzelczyk. Jest moją przyjaciółką. Chciałem ją odwiedzić i dowiedziałem się, że jest tutaj. 
- Już sprawdzam. Ula, Ula, Ula. Hmm, a nie chodziło ci przypadkiem o Victorię Strzelczyk?
- A jak powiedziałem?  Głupek ze mnie, musiało mi się co pomylić. Mógłbym ją zobaczyć?
- Niestety, nic nie mogę ci zagwarantować. Usiądź i zaczekaj na lekarza.
- Dziękuję.
Chcąc wiedzieć jeszcze więcej, usiadłem w poczekalni. Po chwili Ula wyszła z pokoju. Ukryłem się z maszyną i spoglądałem w stronę nastolatki. Usiadła ona w poczekalni i ukryła twarz w dłoniach. Po chwili podeszła do niej wysoka blondynka. Najwyraźniej była to jej matka. Zaczęły one o czymś rozmawiać. Ula wtuliła się w kobietę obok niej i zaczęła szlochać. Chcąc usłyszeć ich rozmowę, podkradłem się bliżej. Modliłem się, by kobiety mnie nie zobaczyły. Jednak nic takiego się nie wydarzyło i mogłem swobodnie słyszeć ich konwersację.
- Ula, dziecko nie możesz się obwiniać.
- Ale, kiedy to wszystko moja wina, mamo.
- Nawet tak nie mów. To nie była twoja wina.
- Gdybym wtedy..
- Nie kończ. Powinnaś odpocząć. 
- Nie wiem... Pójdę po wodę. Chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuję.
Gdy Ula się oddaliła, postanowiłem to wykorzystać.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry. O co chodzi?
- Jestem znajomym Uli. Tak się składa, że jestem tu u cioci i zobaczyłem Ulkę taką przygnębioną, jak nigdy. Co się stało, jakbym mógł wiedzieć?
- Miło, że pytasz. To trudny temat. Moja młodsza córka miała wypadek. Ula z Victorią są tak zżyte, że moja starsza córka się załamała i się obwinia o ten wypadek. 
- A co się stało tej Victorii?
- Naturalnie. Gdy Victoria jechała rowerem na zakupy, potrącił ją jakiś idiota i od tego czasu cisza..
- Rozumiem. To straszne. Ja już muszę iść. Ciocia na pewno będzie się martwiła. Już zaiste czeka na mnie, więc pójdę.
- Nie zaczekasz na Ulę?
- Nie. Wie pani- to dla niej trudny temat. Może lepiej żeby nie wiedziała o tym, że ktoś ze znajomych wie o jej sytuacji. Na pewno by się z tym źle czuła. Lepiej, niech pani jej o tym nie wspomina. 
- Masz rację. Dziękuję.
- Nie ma za co. To ja już pójdę.
Gdy oddaliłem się kawałek, Ula wróciła i wtuliła się w matkę. Poczułem się dziwnie wiedząc, że trafiłem akurat na taką dziewczynę...
Ale..zakład to zakład! Nie poddam się. Na pewno się nie poddam...

2 komentarze:

  1. Nie rob tego Uli! Biedna dziewczynyna cierpi a ten o amorach mysli 😁

    OdpowiedzUsuń
  2. Błagam, niech on zostawi ten zakład ;c

    OdpowiedzUsuń