*Jaś*:
Czułem zmęczenie. Siedzenie w szpitalu nie jest wcale ciekawym zajęciem. Tym bardziej rozmowa z Victorią tego nie zmieniła.
- Nie wierzę w to co się dzieję. Biedna mama musi przeżywać tyle stresu w tym czasie.
- Tak. Żałuję, że pozwoliłem jej wtedy pójść samej. Jestem skończonym idiotą.
- Nie jesteś. To dzięki tobie ona tu jest i żyje.
- Ten kierowca jest kompletnym debilem.
- Nie unoś się. Nie poprawia mi to nastroju.
- Wiem, przepraszam- przeczesałem włosy palcami.
- Jesteś zmęczony. Powinieneś odpocząć. Idź do domu, wyśpij się.
- Nie wyjdę stąd. Nie zostawię jej. W każdej chwili może się obudzić.
- Jestem jeszcze ja.
- To nie to samo. Chcę być przy niej cały czas.
- Dlaczego jesteś taki uparty?
- W takich sprawach po prostu trzeba.
- Zazdroszczę Ulce tego co ma- nim się spostrzegłem Victoria przytuliła mnie. Poczułem jej ciepło i brzoskwiniowy zapach. Wiedziałem, że dziewczyna potrzebuję teraz opieki, więc przytuliłem ją zagłębiając brodę w jej włosach. Zaniepokoiły mnie jednak jej ostatnie słowa, więc postanowiłem je sprostować.
- Czego jej zazdrościsz?
Dziewczyna najwyraźniej nie spodziewając się pytania podniosła głowę.
- Tego, że ma chłopaka, który jest taki opiekuńczy i stawia jej dobro ponad wszystko.
- Nie jestem jej chłopakiem.
- Nieważne, ale i tak jej się to nie należy.
- Nie rozumiem. Jak to jej się nie należy? O czym ty mówisz?
- Ona zawsze ma wszystko i nigdy tego nie docenia. Zobaczysz jak tylko się tobą znudzi, zostawi cię.
- Dlaczego mi to teraz mówisz?
- Bo widzę jaki wspaniały jesteś i wiem, że ona cię zrani.
Przecież to ja chciałem ją zranić.. ale już nie chcę- pomyślałem.
- Myślałem, że kochasz Ulę. Jesteście przecież nierozłączne.
- To prawda. Kocham ją najbardziej na świecie, ale to nie znaczy, że podoba mi się jej podejście.
- Nie wierzę w to co mówisz.Ona na pewno taka nie jest.
- Właśnie o tym mówię. Mydli wam oczy, a potem was olewa, a wy nadal ją kochacie.
- Vici, na pewno dobrze się czujesz?
- Mówię prawdę Janek. Jeszcze się przekonasz- dziewczyna wstała z zamiarem odejścia.
- Czekaj- złapałem ją za ramię- Gdzie idziesz?
- Napić się muszę.
- Nie skończyliśmy rozmowy. Później pójdziesz- pociągnąłem dziewczynę i usadziłem na krzesełku.
- Już wszystko ci powiedziałam.
- Czy ty słyszysz sama siebie? Ula jest cudowna i wiem, że kłamiesz. Nie wiem jaki masz w tym cel, ale się dowiem.
Victoria zrobiła zdziwioną minę.
- Dobrze. Wygrałeś. Ona nie ma wad. Jest idealna! Przepraszam.. Nie chcę się z nikim kłócić- dziewczyna złapała za moje ręce, ale ja ją odepchnąłem.
- Dlaczego to powiedziałaś? Mów w końcu prawdę.
- Ula nigdy nie miała chłopaka, zadowolony?
- Nie. Powiedz mi co cię napadło.
- Jestem zazdrosna, okey?- dziewczyna krzyknęła- Zawsze byłam. Chciałam, żeby w końcu to Ula poczuła się tak jak ja. Chciałam się odegrać.
- Za co się odegrać?
- Za to, że jest lepsza ode mnie. Ciągle czuję się jak jej cień. Przy niej jestem powietrzem- dziewczyna płakała.
- Uspokój się- złapałem ją za ramiona i usadziłem sobie na kolanach- Przecież to nieprawda.
- Jak to?- dziewczyna spojrzała na mnie swoimi szklanymi oczami.
- Tak to. Nie jesteś w niczym gorsza od Uli. Jesteś bardziej pewna siebie, jesteś zabawna.. Ula ma swoje zalety, a ty masz mnóstwo swoich. Głupstwem jest zazdrość o nią.
- Naprawdę tak sądzisz?
- Tak właśnie sądzę. Jestem przekonany, że tak mądra dziewczyna jak ty o tym wie.
- Może i masz rację. Dziękuję. Bardzo mi pomogłeś.
- Nie ma za co. Nie wygaduj już więcej takich głupot.
Dziewczyna wstała i pocałowała mnie w policzek, a potem odeszła. Czułem, że zrobiłem dobrze, jednak niepokój we mnie nadal nie ustępował. W końcu Ula leżała na sali tuż obok, ale nie mogłem z nią porozmawiać, nie mogłem nic zrobić, nie m0głem pomóc jej wstać.. Minęły już dwa dni, a ona nadal leży.. Czy to się kiedyś skończy?
****
Dwa dni później:
*Ula*:
Piekły mnie oczy i czułam ból. Słyszałam dookoła siebie głosy i piknięcia, ale nic nie widziałam. Czułam jakby moje oczy były sklejone mocną taśmą. Spróbowałam je otworzyć, ale mi się nie udało. Wsłuchałam się w odgłosy. Usłyszałam znajomy mi głos..
- Janek?- wyszeptałam i w tym momencie moje powieki lekko się odchyliły.
- Ula?- jego zaskoczony głos przeszył moje uszy.
- Czemu moje powieki są takie ciężkie?
- Miałaś wypadek.
- Wypadek? Więc jestem w szpitalu?
- Właśnie.
- Jak to się stało? Pamiętam tylko, że wybiegłam z domu Anastazjii..
- Potrącił się samochód.
- Pomóż mi wstać.
- Jesteś jeszcze słaba.
- Proszę.
* Jaś*:
Złapałem dziewczynę za rękę i pomogłem wstać z łóżka. Szybko straciła ona równowagę i upadła w moje ramiona. Spojrzałem w jej oczy. Lśniły blaskiem i radością. Nie myśląc pochyliłem się i ją pocałowałem.
- Okropnie mnie wystraszyłaś.
- Przepraszam, nie chciałam.
- Tęskniłem- przytuliłem dziewczynę i znów ją pocałowałem.
W końcu pomogłem jej usiąść na łóżku i zawołałem lekarzy. Ci wyprosili mnie z sali. Choć zdenerwowało mnie to, ucieszyłem się, że Uli nic nie jest...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za długą nieobecność. Wynagradzam takim pięknym zakończeniem. Do następnego!
WOW! Czekam na kolejny rozdział! <3 ;)
OdpowiedzUsuńJukata! Tak się cieszę, że w końcu jest rozdział, że Ula żyje i że rozdział jest taki ciekawy. Z tym "pięknym zakończeniem" trochę mnie przestraszyłaś (myślałam, że już koniec!), ale kolejne zdanie wszystko prostuje :)
OdpowiedzUsuńJeju!!! Świetny jest <3 Ja już chcę dalej!!!!! <3 <3 <3 Kiedy kolejny?
OdpowiedzUsuńJeju!!! Świetny jest <3 Ja już chcę dalej!!!!! <3 <3 <3 Kiedy kolejny?
OdpowiedzUsuń