*Ula*:
- Na prawdę wraca?
- Tak. W końcu go zobaczę.
- I znowu, codzienne użeranie się z tym gnojkiem.
- Nie zniosę tych waszych kłótni.
- Będziesz musiała, bo ja go na pewno nie będę akceptować.
- Zachowujecie się jak dzieci. Oboje. Czasem się zastanawiam czy ja żyję z ludźmi czy ze zwierzętami.
- To Benjamin jest idiotą. Jak ty możesz się z nim przyjaźnić.
- Jesteś uprzedzona.
- Nie prawda. Po prostu twój przyjaciel, za przeproszeniem, to arogancka gnida, której nie trawię i nigdy nie strawię.
- Skończ bajkę Roxi. To staję się nudne.
- Dobra. Koniec tego tematu, bo zaraz zwymiotuję.
- Ok. Zresztą i tak już muszę się zbierać.
- Gdzie jedziesz? Idę z tobą.
- Na lotnisko po Benjamina.
- Aaa, no to w takim wypadku, zmiana planów. Jedziesz sama.
- Myślę, że to niezły pomysł.
- Dobra, to ja idę, pa.
- Pa.
*****
Wysiadłam z samochodu. Lotnisko było opustoszałe, więc nie trudno było mi zobaczyć wysokiego blondyna, stojącego nieopodal.Gdy i ten wypatrzył mnie w "tłumie" rzucił mi przelotny uśmiech i pomachał. Rzuciłam się w jego stronę. W jednej chwili, uniósł mnie nad ziemię i przytulił.
- Ale ja się stęskniłem.
- Ja też. Nawet nie wiesz jak. A co w Anglii?
- Okey, ale znudziło mi się życie w tamtych stronach. Tutaj jest o wiele przyjemniej. Lepiej opowiadaj co u ciebie.
- Szkoda gadać. Victoria jest w szpitalu, ja nie daję rady.
- Jak to? Co się stało?
- Miała wypadek, ale nie rozmawiajmy tu o tym, bo zaraz się poryczę.
- Jasne. To gdzie jedziemy?
- Do mnie?
- Tak od razu?
- No, a gdzie byś chciał?
- W nasze ulubione miejsce.
- Oszalałeś? Ostatni raz byłam tam w wieku 14 lat.
- Czas to nadrobić. Musimy się wybawić.
- Ale z ciebie głupek- chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę auta.
******
Zostałam wypchnięta z samochodu przez Dżema. Chłopak, ściskając mój nadgarstek, biegł w stronę miejsca zabaw z dzieciństwa.
Weszliśmy na wysoki dach, który znajdował się za miastem. Spojrzałam na to miejsce.
Był to stary budynek, oddalony od miasta. Z wysoka był na prawdę śliczny widok. Gdy byliśmy młodsi, przychodziliśmy to z Benjaminem. Często zjeżdżaliśmy ze schodów, na materacach, które znajdowały się w opuszczonej piwnicy. Zawsze świeciło się tam światło, co nie raz mnie zastanawiało. Od środka biegł ciepły i przyjemny zapach. Nigdy nie bałam się tam wchodzić, ale po tylu latach nikt nie wie, czy coś się tam zmieniło. Co prawda oprócz nas (chyba) nikt tu nigdy nie wchodził. Każdy myśli, że tu straszy, ale my wiemy, że to nie prawda. Ludzie po prostu, boją się opuszczonych domów. Dorównałam kroku Benjaminowi i z wielkim łopotem serca, szłam w stronę piwnicy. Po woli, zeszłam po schodach, zaraz za przyjacielem. Okazało się, że za wiele się nie zmieniło. Materace nadal leżały przy oknie, stare lalki, co dziwne, w lekkim kurzu leżały w pudełkach pod ścianą. Na szafkach znajdowały się stare książki. Po chwili milczenia Benjamin wybuchnął nie kontrolowanym śmiechem.
- Czego się cieszysz?
- To śmiech ulgi.
- Ulgi?
- Że nic się nie zmieniło.
- Hmm, tak w tym masz rację.
- To jak? Zjeżdżamy?
- Co?
- No chyba po to tu przyjechaliśmy.
- Czy ja wiem.
- Ale ja wiem. No chodź- chłopak pociągnął mnie za rękę i już po chwili wyciągaliśmy wielki materac na zewnątrz dachu. Choć nadal nie byłam przekonana do tego pomysłu, przyjaciel wciąż mnie namawiał. W końcu się zgodziłam. Benjamin ustawił materac na skraju schodów. Jak zawsze usadziłam się po prawej stronie, a zaraz obok usiadł Dżem. Chłopak odepchnął materac od powierzchni. Lekko się zakołysałam i ruszyliśmy. Po chwili jednak poczułam piekący ból na pośladkach. Obejrzałam się za siebie. Kilka metrów za mną leżał oparty o jeden ze schodków materac. Ja za to siedziałam na zimnej podłodze, a tylnia część mojego ciała zadawała mi ból przy każdym ruchu. Obok stał rozbawiony Benjamin.
- To nie jest śmieszne- naburmuszyłam się.
- Jest.
- Mój tyłek właśnie uległ zniszczeniu, a ty się cieszysz.
- Z moim też nie jest najlepiej, ale i tak jesteś zabawna.
- Jesteś głupi. Nie lubię cię.
- Od kiedy?
- Od teraz- wytknęłam język na przyjaciela.
- Dobra. jak chcesz.
- Nie mogę się na ciebie gniewać, ale kiedyś się odegram. A teraz chodź- potrzebny mi zimny okład.
Wyobrazam sobie Ule z tyłkiem w lodzie :D nie mogę się doczekać co dalej!
OdpowiedzUsuńBardzo fajny rozdział ciekawe co bedzie dalej :)
OdpowiedzUsuńhttp://spam2506.blogspot.com/2015/10/ktos-najwazniejszy.html#comment-form